"Bohemian Rapsody"

Są role tak uwielbiane, że poza "kochaniem" ich, całkowicie zapominasz, co w ogóle robisz. Weźmy na przykład mamę. Co to jest? Co to jest? Mamo. Psychiczne "nurkowanie sceniczne" w czasie, gdy moja mama była dla mnie najpiękniejszą kobietą na świecie.

Jakiś czas temu, latem 1982 roku. B[y]łem małym, pokręconym dzieciakiem, którego wszyscy nazywali "Kurczakiem księcia Burricke'a". Burrike, ponieważ była kiedyś zdecydowana wdowa o imieniu Burrike, która wyszła za mąż za Münstermanna, który nie był wtedy jednym z nich. Prinzken, bo awansował do rezydencji wykonawcy. Wszystko było wtedy w porządku ze światem. B[y]łem z tatą, a mama była jak Hera. Zwłaszcza dla mnie, tej małej spitfire, która zawsze miała przesadne zamiłowanie do piękna płci żeńskiej, mama była prawdziwą królową, kiedy ubierała się na Schützenfest. W szampańskiej sukience do opalonej karnacji z błyszczącymi białymi zębami. Pachniała jak pole wiosennych kwiatów. B [y]ła promienna, jak tylko mama może być.

Kiedy miałem się zdrzemnąć, leżała ze mną, aż do snu. A kiedy się obudziłem, ona już siedziała przy kuchennym stole z Dziadkiem, a świeżo zaparzona kawa wabiła mnie do kuchni. Pewnego dnia powiedziała mi, że kiedyś mnie przeprosiła i zaraz po tym dostała naganę od dziadka, bo nie trzeba przepraszać dzieci.


Ona właśnie powiedziała:

"Ale od kogo innego się tego nauczy, jeśli nie ode mnie?"

Po moich narodzinach, pielęgniarka zawsze mówiła do mojej matki: "Wyobraź sobie, że na tym oddziale jest kobieta, która nazywa swojego syna Janem". - "Tak, ja", powiedziała. Nie wiem, ile ona wie, że mam od niej. Uciekłem ze szkoły z internatem, gdy miałem 12 lat i poszedłem do domu pieszo. Chciałem tylko zobaczyć mamę. Kochałem ją tak bardzo, że nawet gdy b[y]łem na nią wściekły, robiłem jej śniadanie każdego ranka.


Ale ci, którzy tak dobrze się znają, wiedzą też dokładnie, gdzie ten drugi jest najsłabszy. Raniliśmy się nawzajem, jak żaden wróg nie mógł i wybaczaliśmy ponownie, jak gdyby nic się nie stało. I uwierz mi, wystarczyło. Tak bardzo, że nawet nie patrzyliśmy na siebie przez lata.


Że poważnie zapomniałem o jej urodzinach. Zapomniałem zadzwonić do niej w dniu jej urodzin, bo nie mogłem sobie przypomnieć, kiedy się urodziła. Kilka miesięcy po śmierci ojca przyszła do mnie z wizytą po długim czasie. I kiedy tak na nią spojrzałem, poczułem się jakbym był transportowany od dziesięcioleci. Kiedy mojego ojca nie było, nagle zobaczyłem ją ponownie oczami małego chłopca, dla którego mama jest wszystkim. Bo w końcu jest.


"Rodzina to przyjaciele, których nie możesz wybrać", od dawna jest credo mojego życia. Jako członek pokolenia X, poziom nienawiści do swoich rodziców był swego rodzaju symbolem statusu dla bandytów. Komunikowanie się z rodzicami tylko przez sąd było jak zdobycie doktoratu.


Zapominając, że ta pewność siebie została zasadzona przez samych ludzi, przeciwko którym była teraz skierowana.


Mój rewolucyjny habitus b[y]ł oparty na planie moich rodziców. Ta realizacja jest prawdopodobnie przerażająca dla obu stron. Ale komu jeszcze zawdzięczamy pierwsze lekcje "przetrwania najsilniejszych"? I jak na ironię, nuciłam "Bohemian Rapsody" Królowej w pierwszym momencie emancypacji - moim motocyklowym teście, czyli.


Ta mała spowiedź życiowa może nie b[y]ć reprezentatywna, ale jest świadectwem jednego z nieskończonej liczby możliwych indywidualnych powiązań między dzieckiem a matką. Między mamą a synem lub córką.


Teraz mogę nawet powiedzieć jeszcze raz: "Kocham cię, mamusiu". To trwało długo. Ale teraz, kiedy oglądam film z własną córką Hannah, zastanawiam się nad moim entuzjazmem do sztuki, albo przyłapuję się na krytyce jej braku etykiety czy manier, nagle myślę o mamie. Bo to, i wiele więcej, jest tym, co od niej dostaję. I, że jutro upiekę ciastka z Zoé, a potem też "popuning" na płótnach.


Skoro o tym mowa, to po prostu wpadła i opowiedziała mi, jak wyglądała babcia, gdy na wakacjach zaczęła entuzjastycznie skakać w kałuże w deszczu, inspirując w ten sposób jeszcze mniejsze potomstwo Müllermanna. Zdecydowanie nie dostałem tego od niej.

Pewnie będziemy się nadal kłócić. O wszystkich rodzajach gówna.


Chociaż kto, jeśli nie my, wiedziałby najlepiej, jak nigdy więcej nie mieć takich incydentów. A może walczymy, bo dowiedziałem się od niej, jak bardzo to może być zabawne? To nie musi się skończyć wojną domową.



Pic: Pixabay



Webauftritt von stadt40

Teile jetzt diesen Artikel